Według relacji mojego teścia Zdzisła wa Lewińskiego, mieszkańca Kań od kil ku pokoleń, w czasie okupacji w lesie Młochowskim Niemcy wielokrotnie dokonywali egzekucji miejscowej ludności. Raz około godziny 4 rano 1 października 1944 roku przywieziono tu samochodami i rozstrze lano większą grupę więźniów.
Mój dziadek Stanisław Widuliński, współwłaściciel garbarni „Natalin" w Grodzisku, człowiek wielkiej prawości i szlachetności, uznał za swój obowiązek pomóc przeżyć czas okupacji wszystkim, którym można było pomóc. Każdy potrzebujący otrzymywał wsparcie w postaci pieniędzy, jedzenia, ubrań, węgla czy dokumentów. W jego mieszkaniu odbywały się komplety gimnazjum, wielu młodych ludzi dostało kupione u niemieckiego lekarza zaświadczenia o gruźlicy, które chroniły ich przed wywiezieniem na roboty do Niemiec.
Kiedy zaczęto tworzyć getta, w garbarni „Natalin" schroniło się wielu ludzi pochodzenia żydowskiego. Ilekroć prowadzono szosą z Warszawy więźniów, pracownicy garbarni byli wyprowadzani przed bramę, aby „robić tłok", co pozwalało zawsze kilku więźniom wmieszać się między nich i uciec.
Młodzież mieszkająca w garbarni była związana z Armią Krajową. Anna Kamińska była łączniczką; jej brat Stanisław wrócił do domu z Kampinosu na dzień przed aresztowaniem. Jan Kamiński — ojciec kupił specjalnie konia i bryczkę, aby co tydzień dostarczać oddziałom partyzanckim w Kampinosie żywność, lekarstwa i skóry.
Armia Krajowa miała w grodziskim gestapo swoją „wtyczkę" w osobie tłumaczki, Polki z poznańskiego i od niej otrzymała informację, że Niemcy szykują jakąś większą akcję w nocy z 30 września na 1 października. Żołnierze AK i Szarych Szeregów otrzymali rozkaz opuszczenia na tę noc miasta. Dlaczego nie dotarł on do garbarni?
W nocy 30 września 1944 r. gestapo aresztowało w garbarni wszystkich mężczyzn i chłopców oraz grupę ludzi, którzy schronili się tam po powstaniu warszawskim. Zabrano ich do siedziby gestapo w Grodzisku i tam dotkliwie pobito. Według relacji p. Stadkowskiej, która uprzedzona przez jednego z żandarmów obserwowała z okna ich wyjazd, nie byli w stanie wsiąść o własnych siłach do samochodów. Wrzucano ich bujając za ręce i nogi. Spodziewali się, że jadą do obozu w Pruszkowie, ale za Podkową samochody skręciły w las. Kiedy dojechali na miejsce egzekucji, doły były już częściowo wykopane. Rozstrzeliwano ich kolejno; jako jeden z pierwszych zginął brat mojej matki Jan Stanisław Widuliński lat 19, a piętnastoletnim chłopcem, który płakał — o czym pisze p. Skaradziński — był Tadeusz Kamiński.
Zanim Niemcy zaczęli strzelać, mój dziadek Stanisław Widuliński powiedział do swego syna i innych chłopców, że skoro los wyznaczył im zginąć, należy przyjąć śmierć ze spokojem i godnością. Tłumaczył również Tadziowi, żeby się nie bał, bo śmierć boli krótko.
Ostatni miał zostać zastrzelony kolega mojego stryja Jana Potyńskiego z oddziału partyzanckiego w Kampinosie, który dostał się w ręce gestapo, kiedy ranny w bitwie pod Jaktorowem ukrywał się w stodole we wsi Budy. Niemcy wsiadali już do samochodów i zostało z nim tylko dwóch. Jeden z nich zauważył na jego ręce sygnet i kazał go sobie oddać. Sygnet ten dała mu matka, gdy szedł „do lasu", mówiąc, że uratował on już życie wielu mężczyzn z jego rodziny, więc i jemu pomoże.
I rzeczywiście posiadacz sygnetu kopnął Niemca między nogi i zaczął uciekać w las. Zaczęli do niego strzelać, ale ponieważ potknął się i upadł, kule przeleciały nad nim. Później stracił przytomność. Kiedy ją odzyskał, było już południe.. Poszedł do Brwinowa, gdzie spotkał znajomych, którzy pomogli mu w dalszej ucieczce.
W końcu marca 1945 roku w ręce Rosjan wpadł w Żyrardowie jeden ze sprawców egzekucji i to on wskazał jej miejsce.
W ekshumacji zwłok brała udział między innymi moja babcia Halina Widu-lińska i brat dziadka Stefan Widuliński. Według relacji z mogiły wydobyto około 30-40 ciał. Anna Kamińska miała włosy związane drutem kolczastym, jej brat Jan miał nogę przestrzeloną i przewiązaną chustką, jeden z niezidentyfikowanych mężczyzn miał na ręku srebrną bransoletkę z wygrawerowanym napisem „hr. Raczyński".
Wszystkie zwłoki, które zostały zidentyfikowane, spoczęły w grobach rodzinnych na cmentarzach w Grodzisku
i Brwinowie; te, których nie dało się zidentyfikować, przewieziono do Grodziska i pochowano we wspólnej mogile w rogu cmentarza. W pogrzebie brał u-dział ówczesny rosyjski wojskowy komendant miasta Biełousow. Wygłosił nawet przemówienie i wzruszał się losem Tadzia Kamińskiego. Jego słowa: „Cóż mógł piętnastoletni chłopiec przeciwko Niemcom", nie spotkały się jednak ze spodziewanym uznaniem, jako że uczestnicy pogrzebu mieli jeszcze na świeżo w pamięci, jak to radzieckie samoloty „pomyliły" chłopskie furmanki z niemieckimi czołgami i w pierwszy dzień targowy po opuszczeniu przez Niemców Grodziska zbombardowały rynek i okoliczne domy, raniąc i zabijając kilkaset niewinnych osób. Wtedy w garbarni znowu darto obrusy na bandaże.
W czerwcu do mojego stryja przyszedł list od tego uratowanego z egzekucji kolegi, w którym opisał on dokładnie miejsce i przebieg wydarzeń. Nie wiem, kto wybrał cytaty wypisane na leśnej mogile, ale wyjątkowo dobrze oddają sens słów, które według jego relacji wypowiedział mój dziadek przed śmiercią. List ten, przekazany mojej babce, wędrował z rąk do rąk, aż gdzieś zaginął. Stryj mój spotkał się z tym człowiekiem jesienią na politechnice w Gliwicach; ten młody, dwudziestoletni wówczas mężczyzna był już zupełnie siwy.
Pamiętam, że w końcu lat pięćdziesiątych i na początku sześćdziesiątych w dniu święta zmarłych przy grobach osób wydobytych z tej mogiły harcerze trzymali warty honorowe.
Dwoje ludzi, których znaleźli i pochowali harcerze w czerwcu 45 roku, o czym pisze p. Grzegorz Przybysz w grudniu ub. r. musiało zginąć między początkiem kwietnia a czerwcem. Pewnie już nie dowiemy się, kim byli i czy był to przypadek, że znaleziono ich w tym samym miejscu, czy też ktoś wybrał to właśnie miejsce celowo.
Myślę, że nie jest ważne, czyje zwłoki spoczywają teraz w tej mogile. I tak co roku stawiam tam lampkę, bo jest to miejsce, w którym kiedyś ktoś oddał swoje życie za przyszłość naszą i naszych dzieci i za to należy się im pamięć i szacunek.
Anna Lewińska
Artykuł autorstwa Heleny Sarny o opisywanych mogiłach znajduje się tu.
Galeria:













Komentarze
Komentarze mogą być dodawane i oglądane tylko przez zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub zarejestruj jeśli jeszcze nie posiadasz konta.