MENU GŁÓWNE
  • 1: Strona główna
  • 2: Otrębusy i okolice
  • 3: Aktualności
  • 4: Forum dyskusyjne
  • 5: Ogłoszenia
  • 6: Informacje sołeckie
  • 7: Artykuły
    • 7.1: Bieżące
    • 7.2: Patroni naszych ulic
    • 7.3: Historyczne i archiwalne
    • 7.4: Wywiady
  • 8: Sławni ludzie
  • 9: Ciekawe miejsca
  • 10: Kultura
  • 11: Instytucje
  • 12: Katalog firm
  • 13: Galerie
  • 14: Komunikacja (PKS/WKD)
  • 37: Portal
SZUKAJ W PORTALU

Wpisz frazę do wyszukania:







www.kuba.skrzecz.pl

Jeśli uważasz ten portal za pożyteczny i chcesz aby się rozwijał




Moje wspomnienie Otrębus

Pierwszy raz do Otrębus przyjechałam w 1965 r. Moi przyjaciele Dąbrowscy i Odechowscy budowali domy pod lasem. Wtedy Otrębusy niepodobne były do tych obecnych. Od lewej strony torów kolejki ciągnął się zagajnik, a za nim gęsty las, który był przedmurzem Kampinosu. Sarny i zające biegały po polach ukwieconych, a rzeczka Mrówka miała czyściutką wodę, przy której na wiosnę niebiesko było od kwitnących niezapominajek i żółto od kępek kaczeńców. Poszycie lasów bieliło się od zawilców i rosły całe poletka fiołków. Wychodziło się na godzinę do lasu i zbierało cały koszyk grzybów. Na działce Dąbrowskich między brzózkami i dębczakami rosły dorodne borowiki i koźlary. Piasek był tak czyściutki, że brano go do budowy domu. Domów po tej stronie było może ze 20.

Po prawej stronie kolejki rozciągały się pola uprawne ostatniej klasy. Ziemia wtedy należała w dużej części do rodziny Małkiewiczów. Jedynie na ul. Wiejskiej stała „Teplicówka” i parę domów, w tym kilka domków fińskich. Przy kolejce wybudowano pawilon ze sklepem mięsnym i spożywczym. Tu realizowało się kartki na mięso i art. spożywcze. Niezapomnianą kierowniczką tu była doskonała kupcowa. pani Wojciechowska. Na ul. Sadowej również znajdowało się kilka domków.

Gdy Tadeusz Sygietyński z Mirą Zimińską założyli zespół pieśni i tańca „Mazowsze” i osiedlili się w pałacyku w Karolinie, w Otrębusach zaczął się rozwój osiedla. Mira Zimińska wytargowała od Rady Gminnej, która mieściła się w „Teplicówce” ziemię w dzierżawę wieczystą pod budowę domków jednorodzinnych dla pracowników Mazowsza. Założono spółdzielnię budowlaną „Mazowsze”. Zaczęto pomału wycinać tam las i budować osiedle domków jednorodzinnych.



Gdy ministrem zdrowia został dr Zieliński dobry znajomy mojego męża (Ludwika Białobłockiego – przypis red.), na naszą prośbę udało mu się przenieść Radę Gminną i sekretarza partii do Brwinowa. W „Teplicówce” założono ośrodek zdrowia, pocztę, bibliotekę a, na końcu punkt apteczny. Kierowniczką Ośrodka Zdrowia została dr Danuta Dąbrowska, która okazała się doskonałą organizatorką. Potrafiła porwać ludzi do pracy społecznej. Uprzątnięto park, zrobiono okrągły klomb przed wejściem, który był obsadzany rok rocznie kwiatami. Leśniczy wyciosał ławy i stołki, które służyły do siedzenia. Ludzie przynieśli kwiaty doniczkowe. Lampy zrobiono z kompozycji korzeni. Ja załatwiłam część wyposażenia do gabinetów lekarskich ze szpitala MON, gdzie pracowałam. Złożyłam podanie o ofiarowanie ośrodkowi zdrowia w Otrębusach przeterminowanych instrumentów do gabinetu stomatologicznego, a jeszcze nadających się do użytku. Ośrodek ruszył, mieszkańcy byli szczęśliwi.

Spółdzielnia budowlana „Mazowsze” zaczęła się rozwijać, Prezesem został Pan Melion, a głównym geodetą Pan Osmólski kolega gimnazjalny mojego męża. Uzyskali oni od Gminy na tych samych zasadach, co „Mazowsze” ogromny teren pól leżących po prawej stronie kolejki pod dalszą budowę, tym razem bliźniaków i szeregowców. Rozpoczęto budowę nowego osiedla. Początkowo szła ona dość sprawnie.

Byliśmy oczarowani tymi terenami, tym bardziej, że dojazd do Otrębus był doskonały. Kolejka WKD odchodziła ze Śródmieścia Warszawy.

Po długich staraniach udało się nam zapisać na listę członków spółdzielni „Mazowsze”, oczekujących na budowę domku jednorodzinnego, był to rok 1969.

W 1973r. Pan Melion zaprosił mojego męża na zebranie do Otrębus celem wyboru nowego Zarządu dla 9-tego etapu, w którym miał być budowany nasz domek Członkowie Spółdzielni, gdy dowiedzieli się, że jest adwokatem, wybrali go na V-ce Prezesa. Od tego momentu mój mąż zaczął jeździć na zebrania.

Wkrótce przystąpiono do kopania fundamentów. Robiono to systemem taśmowym. Najpierw wykopano wszystkie doły, potem kładziono fundamenty i piwnice. W tym etapie zaplanowano 10 bliźniaków, 2 szeregowce po 8 lokali w każdym i 12 domków jednorodzinnych. Jako wzorcowy, zbudowano pierwszy domek róg Sadowej i Sygietyńskiego. Mieściło się w nim Biuro i Zarząd Spółdzielni. Naprzeciwko biura 100 m dalej znajdował się barak drewniany, gdzie składowano materiały budowlane, a przed nim ogromny dół z wapnem. Wiedzieliśmy, że budowa będzie, się ciągnęła dość długo przy niedogodnościach rynkowych i ciągłym braku materiałów budowlanych.

Minęło kilka lat, a budowa posuwała się w żółwim tempie. Pierwotne koszty się potroiły. Wśród robotników panowało okropne pijaństwo, kradzież i marnotrawstwo materiałów budowlanych. Nie było fachowców. W tamtych czasach nikt nie przyszedł do pracy z innego województwa. Ludzie byli związani z miejscem zamieszkania. W końcu w Spółdzielni powstały nadużycia przy rozprowadzaniu materiałów budowlanych. Spółdzielnię musiano postawić w stan likwidacji. Mój mąż wraz z likwidatorem przekazali członkom spółdzielni do indywidualnego wykończenia poszczególne budynki. Koszty rozłożono na raty, które płaciliśmy przez wiele lat.

Najbardziej zaawansowany był w budowie szeregowiec przy ul. Sygietyńskiego, a najmniej na Kolberga. Większość budynków nie miała dachów i okien.

Wybrano nowego Prezesa Pana Kołodziejskiego, oraz nowego zaopatrzeniowca i magazyniera. Zaczął się koszmar ze zdobywaniem materiałów budowlanych. Można je było pozyskać tylko z przydziału, okazyjnie lub niewiadomego pochodzenia.

Dopiero w 1979 r. wprowadziliśmy się do naszego domu, który jeszcze przez wiele lat się wykańczało. Urządzając ogród, wynosiliśmy nie przesadzam tony skamieniałego cementu, kawałki cegieł i różne materiały budowlane pozakopywane w ziemię.

Te wszystkie niedogodności w życiu codziennym bardzo zbliżyły ludzi do siebie na naszym osiedlu. Żyliśmy jak jedna rodzina, pomagaliśmy sobie wzajemnie. Wszyscy się znali i byli dla siebie bardzo życzliwi. W mojej okolicy nic się pod tym względem nie zmieniło.

W Otrębusach najbardziej nam brakowało nowoczesnej szkoły i kościoła. Stary budynek szkoły dosłownie się rozsypywał i znajdował się w okolicach obecnego „Warusa” w Kaniach. Czasy były coraz cięższe i wiadomo było, że są to na razie nieosiągalne marzenia mieszkańców. Ksiądz Kantorski proboszcz parafii z Podkowy Leśnej, wspaniały człowiek i kapłan, oprócz działalności charytatywnej prowadził wielką działalność patriotyczną.

Katarzyna Gertner mieszkająca w Podkowie Leśnej napisała muzykę bitową do mszy św. dla młodzieży. Powstał młodzieżowy zespół muzyczny „Trapiści” złożony z gitar perkusji i innych instrumentów, który pięknie grał w czasie mszy św. Tłumy ludzi przychodziły z okolicznych miejscowości na tę mszę. Ksiądz Proboszcz zapraszał różnych znanych działaczy politycznych, publicystów, dziennikarzy i aktorów, żeby po ewangelii zamiast kazań wygłaszali różne przemówienia patriotyczne. Msze te kończyły się zwykle odśpiewaniem hymnu kościelnego Boże coś Polskę. W czasie stanu wojennego msze te stały się cichsze, ale jeszcze bardziej tłoczne. Ksiądz Kantorski kupił działkę od p. Małkiewicza na terenie naszego osiedla i oddał ją mieszkańcom Otrębus i Kań pod budowę kościoła parafialnego. Na terenie tej działki znajdował się barak, który służył jako magazyn materiałów budowlanych w naszej już rozwiązanej spółdzielni. Ksiądz Kantorski powiesił w nim na ścianie nieduży obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, pod którym postawił stolik jako prowizoryczny ołtarzyk i odprawił mszę św. Od tego czasu pomieszczenie to stało się naszą kaplicą. Natychmiast ludzie ten barak wysprzątali, i poprzynosili ławki i krzesła.

Z Warszawy przyjechał ksiądz Andrzej Lepianko jako pierwszy proboszcz. Zamieszkał w szeregowcu przy ul. Sygietyńskiego w lokalu zakupionym na małą plebanię po zmarłym lotniku. Ksiądz okazał się bardzo energiczny, przedsiębiorczy i pracowity. Szalenie szybko zaskarbił sobie sympatię, zaufanie i szacunek u wszystkich mieszkańców Otrębus i Kań. Ludzie rzucili się do pomocy w celu wykończenia baraku, z którego niebawem powstała nastrajająca do modlitwy kaplica. O uzyskaniu zezwolenia na budowę kościoła na razie nie było mowy. Zbyt burzliwie było w kraju. Nasz Sekretarz Partii, gdy dowiedział się, że barak po spółdzielni zamieniono na kaplicę, powiedział, że buldożerami ją rozjedzie. Ludzie byli oburzeni. Było lato i bardzo dużo ludzi przychodziło na msze. Kuria przysłała do pomocy wikarego.

Ksiądz Lepianko dzięki swoim kontaktom z kościołem zagranicznym (podobno w Niemczech), uzyskiwał dla swoich parafian pomoc w postaci żywności. W niedzielę przed kościołem stały woreczki z mąką, ryżem, puszki z oliwą i długie pudła z żółtym serem, oraz inne produkty. Każdy, kto potrzebował mógł trochę sobie wziąć. Ludzie spokojnie się dzielili, nigdy nie było żadnych nieporozumień. Sklepy były puste na półkach stał tylko ocet i przydziały na kartki.

Uzyskano zezwolenie na budowę dużej plebanii. Szybko zaczęto ją budować. Ludzie rzucili się do pomocy. Z wielkim trudem załatwiano przydziały na zakup cementu i cegieł, które dowożono z bocznic dworca towarowego własnym transportem. Ksiądz Lepianko z niestrudzonym Andrzejem Grabickim, który był na każde zawołanie, sami z różnymi uproszonymi pomocnikami gołymi rękoma przenosili cegły i cement z wagonów i na fury i rozklekotane samochody ciężarowe, które się stale psuły. Ksiądz wstawał skoro świt i rozrabiał sam wapno, żeby przygotować do murowania przed przyjściem robotników.

Był to człowiek niespożyty. Bardzo ciężko pracował, zupełnie nie oszczędzając własnego zdrowia. Mury plebanii rosły w oczach.

Mój mąż dużo pracował społecznie na rzecz mieszkańców Otrębus. Dwa razy w tygodniu udzielał porad prawnych parafianom w mieszkaniu księdza. Oni za to składali ofiary do puszki na potrzeby budującej się parafii i przyszłego kościoła. Ksiądz Lepianko często do nas przychodził wieczorem radząc, się w różnych sprawach. Darzył mojego męża wielkim zaufaniem. Któregoś dnia Partia nasłała jakąś kobietę, która zaczęła zgłaszać pretensje do części działki zakupionej przez księdza Kantorskiego. Twierdziła, że jej matka przespała się z ojcem Małkiewicza, który jej za to właśnie część tej działki odpisał. Nie miała na to żadnych dokumentów, ani świadków, ani nikt jej tam nigdy nie widział.

Od tamtego czasu minęło wiele lat. Twierdziła ona, że ta działka należy się jej na drodze zasiedzenia. Mój mąż użerał się z tą sprawą przez kilka lat, dokąd mógł pracować. Dopiero Ksiądz Jacek Kozub, 3 lata po śmierci mojego męża tę sprawę zakończył, gdy przyszły inne czasy. Nasz pierwszy proboszcz nie powołał żadnej rady parafialnej. Wydawało nam się, że bał się „wtyczek z UB”. Nie wtajemniczał nikogo w żadne sprawy finansowe. Nikt nie wiedział skąd on czerpał fundusze na tę budowę. Któregoś dnia jadąc z wikarym samochodem w sprawie kolonii dla dzieci, zginął niespodzianie w wypadku samochodowym zabierając ze sobą do grobu wszystkie tajemnice spraw parafialnych. Przerażenie i rozpacz wszystkich ludzi była trudna do opisania. Pogrzeb był prawdziwą manifestacją.

Mój mąż miał jeszcze jedną nieprzyjemną przeprawę z rodziną księdza Lepianki, która zgłaszała pretensje do mieszkania w szeregowcu. Twierdzili oni, że to za ich pieniądze ich syn je kupił. Kuria zaprzeczała, twierdząc, że to ona zapłaciła za lokal. Nie można było znaleźć żadnych dokumentów w tej sprawie po śmierci księdza Lepianki. Ciągnęły się te spory przez ponad 10 lat. W końcu Kuria sprawę wygrała i dopiero w 2004 r. lokal po parafii sprzedano Panu Piotrusiowi (Piotrowi Nurczykowi, przypis red.), właścicielowi sklepu przy WKD w Otrębusach. Dokąd nie wybudowano domu parafialnego, mieszkał w tym lokalu następny proboszcz, a później wikary.

Bardzo długo nie mogliśmy uzyskać zezwolenia na budowę kościoła. Dopiero, gdy, premierem został Tadeusz Mazowiecki, a ministrem sprawiedliwości młodszy kolega mojego męża profesor Chrzanowski z ZCHN-u, udało się mojemu mężowi załatwić przez niego to zezwolenie. Budowę tę prowadziło kilku proboszczów. Mój mąż nie doczekał jej końca.

Okazało się, że w miejscu, na którym ma stanąć kościół, badania geologiczne wykazały obecność kurzawki. W związku z tym trzeba było uzbroić podłoże betonowymi słupami, co bardzo skomplikowało i podrożyło budowę. Z tym problemem borykał się po śmierci księdza Lepianki, ksiądz Marian Kasztalski. Pochłonęło to zbrojenie masę pieniędzy, a efektów nie było widać Ksiądz Kasztalski rozchorował się i kardynał Glemb musiał zmienić w naszej parafii proboszcza. Przyszedł na jego miejsce wspaniały kapłan, bardzo inteligentny, i energiczny ksiądz Henryk Bartuszek, który starał się jak mógł wznosić mury naszego kościoła. Niezależnie od budowy obydwoje z moim mężem staczali walki z sądami i różnymi urzędnikami, przeprowadzającymi wizje lokalne spornej działki i mieszkania w szeregowcu.

U nas w domu nagromadziło się tyle akt sądowych związanych z naszą parafią, że w 1995 r. po śmierci mojego męża oddałam dużą walizkę papierów do kancelarii parafialnej na ręce księdza Jacka Kozuba.

1 września tegoż roku zabrał nam prymas Glemb księdza Bartoszka do parafii św. Jakuba, gdyż umarł tam proboszcz. Na jego miejsce przyszedł do nas ksiądz Jacek Kozub, niebywale energiczny, pełen zapału do szybkiego wykończenia budowy zarówno domu parafialnego jak i kościoła. Był szalenie lubiany przez parafian i młodzież, bezpośredni i dowcipny. Pierwszą pasterkę zorganizował już w nowym kościele, jak również wprowadził się do domu parafialnego i bardzo ładnie urządził parter. Założył i zaplanował piękny ogród pełen ozdobnych krzewów i iglaków W 2006 roku minęło 25 lat od powstania, naszej parafii. Proboszczem wtedy był ksiądz Tadeusz Aleksandrowicz, który wykończył podziemia kościoła. Był bardzo dobrym gospodarzem i organizatorem życia parafialnego. Obecnie mamy już 6-tego proboszcza księdza Bolesława Bolka. Niestety nie miałam okazji go poznać, z powodu mojej choroby.

Spełniło się drugie marzenie mieszkańców. Szwedzi pomogli nam zbudować nową szkołę. Pierwszy dzwonek zapoczątkował rok szkolny pierwszego września1992r. Mamy obszerny, widny, pięknie położony budynek, w którym mieści się szkoła podstawowa i gimnazjum. W tej chwili już dobudowano salę gimnastyczną i duże boisko szkolne. Szkoła jest prowadzona na wysokim poziomie, ma bogate wyposażenie komputerowe.

Otrębusy się bardzo rozbudowały, przybyło wiele pięknych domów z ładnymi ogrodami, a dużo starych zostało rozbudowanych i wyremontowanych. Porobiono skwerki i uporządkowano tereny koło stacji, którą też unowocześniono Wybudowano część wodociągów i kanalizacji. Teraz powstają chodniki. Ciągle czekamy na poszerzenie szosy, gdyż dojazd samochodowy jest bardzo trudny. Osiedle jest bardziej czyste, gdyż Gmina sprząta jezdnie. Jest masę do zrobienia i dużo nam jeszcze brakuje do europejskiego poziomu. Wybudowanie Centrum Europejskiego na terenie Karolina i rozbudowanie osiedla między szkołą i kolejką w kierunku Podkowy Leśnej na pewno nas do tego poziomu przybliży.

Skończyłam kilka dni temu 82 lata i z powodu słabego zdrowia nie biorę już udziału w życiu mieszkańców Otrębus. Natomiast często wspominam dawne lata pomimo różnych przeciwności, jakie nas wszystkich dotykały. Szczególnie wbił mi się w pamięć rok l980-ty, kiedy to huragan wyrwał z korzeniami najpiękniejsze okazy drzew i powalił na ziemię, szczególnie dotkliwie ogałacając park „Teplicówki” i okoliczne lasy. Wspominam również z rozrzewnieniem piękną przyrodę, bogate runo naszych nie zaśmieconych wtedy lasów, ukwiecone łąki i łany szumiących zbóż między naszymi domami.

Barbara Białobłocka
opracował i udostępnił Piotr Białobłocki

Komentarze

Komentarze mogą być dodawane i oglądane tylko przez zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub zarejestruj jeśli jeszcze nie posiadasz konta.

Powrót
Logowanie
Jak to działa?

Użytkownik:

Hasło:

Pamiętaj mnie na tym komputerze

Zapomniane hasło?

Zgubiony login?

Rejestracja nowego konta

Weź udział w konkursie

Nasi partnerzy

Roboty ziemneJP Perfekt


sebipol

Banner







  • Do pobrania
  • FAQ
  • Nasi partnerzy
  • Cennik reklam
  • Regulamin
  • Kontakt
Copyright © Sebipol