MENU GŁÓWNE
  • 1: Strona główna
  • 2: Otrębusy i okolice
  • 3: Aktualności
  • 4: Forum dyskusyjne
  • 5: Ogłoszenia
  • 6: Informacje sołeckie
  • 7: Artykuły
    • 7.1: Bieżące
    • 7.2: Patroni naszych ulic
    • 7.3: Historyczne i archiwalne
    • 7.4: Wywiady
  • 8: Sławni ludzie
  • 9: Ciekawe miejsca
  • 10: Kultura
  • 11: Instytucje
  • 12: Katalog firm
  • 13: Galerie
  • 14: Komunikacja (PKS/WKD)
  • 37: Portal
SZUKAJ W PORTALU

Wpisz frazę do wyszukania:







www.kuba.skrzecz.pl

Jeśli uważasz ten portal za pożyteczny i chcesz aby się rozwijał




W 23-cią rocznicę śmierci księdza Andrzeja Lepianki.

pierwsza msza św. Ksiądz Andrzej - sporo lat minęło, kiedy pierwszy raz zeszły się nasze drogi. Nowa parafia: stary barak, bardzo silny wpływ myślenia i działania ks. Kantorskiego, upór miejscowej wspólnoty, wiosna 1980 roku, entuzjazm ludzi, sprzeciw władz i NADZIEJA, tym silniejsza, im więcej problemów, i Duch Św. kierujący naszymi działaniami. Tak było na początku.

Jedna z pierwszych Mszy Św. odprawiona w Kaplicy do dziś pozostaje w pamięci. Surowa konstrukcja baraku, zaniedbane ściany i dach, brak podłogi i ołtarza - patrząc od ówczesnego głównego wejścia - pod lewą ścianą, w miejscu byłej zakrystii. Radość modlitwy Celebransa, naszego zespołu muzycznego, wiernych trudno opisać. To było wspaniałe dziękczynienie, a zarazem skromna Msza Św., która od tamtej pory towarzyszyła nam w Otrębusach.

Ksiądz Andrzej, zawsze pogodny i pełen optymizmu, dzielił się z nami osiągnięciami i problemami. Podchodził do nich spokojnie i konsekwentnie je rozwiązywał. Cały swój czas poświęcał tylko i wyłącznie Kościołowi w Otrębusach, jego budowie. Osobiście jeździł do biur, urzędów, kupował i przywoził materiały budowlane, czynnie włączał sie do remontów i budowy, wykonując wiele prac własnoręcznie - pewnego dnia przy budowie Domu Katechetycznego spadł z dość wysokiego rusztowania i dotkliwie się potłukł. Następnego dnia umówiony był z mieszkańcami parafii przy budowie. Przyszedł, szczegółowo jak zawsze doglądając postępów budowy. Mimochodem tylko wspomniał o wypadku, choć jeszcze kilka dni miał problemy z poruszaniem się.

Ksiądz Andrzej sam przychodził do parafian, zachęcając ich do pomocy, zawsze konkretnej i potrzebnej. W wirze codziennych zajęć do późnej nocy potrafił umawiać ludzi, załatwiać bieżące sprawy parafii. Musiał w tym celu przeskoczyć niejedną zamkniętą już o późnej porze bramę posesji. Ten skromny człowiek czynu potrafił zjednać sobie ludzi przy budowie nie tylko świątyni, ale i parafii.

Bardzo szybko Kaplica zaczynała przybierać dzisiejszą formę. Pojawiła się podłoga, poprawione zostały ściany, sufit oraz instalacje zewnętrzne i wewnętrzne. Utworzono plac budowy Domu Katechetycznego i Kościoła, wyremontowano Plebanię. Był to olbrzymi wysiłek ludzi, a przede wszystkim Księdza Andrzeja, który potrafił to zorganizować w sposób energiczny i skuteczny". Cała jego koncepcja budowy realizowana była dobrze i - jak na niewielkie możliwości finansowe parafii oraz różnorodne problemy przy realizacji budowy - szybko.

Niedziela Palmowa w 1980 roku, Msza Św. przed Kaplicą. W miejscu, gdzie dziś jest główne wejście, stał ołtarz. Olbrzymie litery na ścianie: "Chrystus Królem" - to wyzwanie rzucone otoczeniu, nieprzychylności władz, a zarazem hasło wybiegające w przyszłość, określające istotę naszej wiary i działania tutaj, pokazujące, że Bóg zwycięża i z nim chcemy iść. My, grupa młodzieży działająca dla parafii, czuliśmy wyjątkowość tej chwili, efekty były widoczne. Zmieniało się oblicze Kaplicy. We Mszach Św. zaczęło uczestniczyć coraz więcej wiernych, mieszkańców Otrębus i Kań.

Ksiądz Andrzej był dla nas - młodzieży serdeczny, chętnie rozmawiał, radził się. Wspólnie robiliśmy dekoracje i plakaty. Do dyspozycji oddał nam piwnicę Plebanii wraz ze sprzętem muzycznym i stołem pingpongowym. Może to się wydać dziwne, ale w czteroletniej naszej współpracy (od marca 1980 do grudnia 1983 roku) nie było konfliktów. To była właśnie zasługa Księdza Andrzeja i jego charyzmatu przewodnika, a zarazem organizatora życia naszej parafii. Umiał tak zachęcić i przekonać, że trudno mu było odmówić, a także potrafił właściwą sprawę zlecić właściwej osobie. Miał dar zjednywania sobie ludzi i umiejętność rozmawiania z nimi, zarówno młodymi, jak i starszymi. Dla każdego umiał znaleźć właściwe argumenty, bardzo proste i zarazem trafne. Był bardzo lubianym i popularnym człowiekiem w Otrębusach i Kaniach. Dzięki jego osobowości tak sprawnie była budowana wspólnota parafialna w sensie zarówno materialnym, jak i duchowym.

Ksiądz Andrzej zwracał wielką uwagę na wszystkie Święta Maryjne. Traktował je szczególnie, z głębszym zaangażowaniem celebrował w te dni Msze Św. To właśnie z Maryi, patronki naszej Parafii, z jej przykładu czerpał swą siłę w pokonywaniu trudów i potrafił z radością wypełniać swoją misję.

Jarosław Nowocień

* * *

Przeglądałam niedawno swój album i wpadło mi do ręki zdjęcie z jakiejś uroczystości w naszej parafii. Nie mogę zupełnie przypomnieć sobie, z jakiej okazji odbyła się owa uroczystość. Miałam chyba wte-dy niespełna dwanaście lat. Z bardzo przejętą i stremowaną miną recytuję jakiś tekst. Kilka kroków ode mnie stoi Ksiądz Andrzej w sutannie, komży, stule i patrzy na mnie z wyrazem twarzy suflera...
Zdjęcie to zupełnie niespodziewanie wywołało we mnie różne wspomnienia.

Nieco inaczej patrzę obecnie na postać księdza Andrzeja, niż kilka lat temu, gdy był jeszcze wśród nas. Byłam wtedy dzieckiem i dopiero teraz potrafię go świadomie ocenić.

Z domu wyniosłam niepisaną zasadę, że proboszczowi należy się szacunek, pojmowany jako swoisty dystans i pewne względy. Nie bardzo dało się to pogodzić z moimi osobistymi odczuciami. Ksiądz Andrzej chodził często ubrany w dżinsy i kraciastą koszulę, z nieodłącznym uśmiechem na twarzy. Taki ktoś nie narzuca dystansu pomiędzy sobą a resztą świata.

Budowa domu parafialnegoBardziej kojarzył mi się z którymś z moich wujków, gdy w sobotnie przedpołudnia przemierzał na rowerze nasze osiedle i próbował wywołać u swoich owieczek zapał do budowy świątyni. Były takie dni, kiedy podejmował się zastępstwa na lekcjach religii (zamiast siostry katechetki) i wtedy byliśmy nauczani w sposób mniej konwencjonalny, niż przewidywał program: sprzątaliśmy plac kościelny, czasami nosiliśmy cegły. Chyba nikt się specjalnie nie buntował, choć nie wydaje mi się, aby kilkunastoletnia młodzież przepadała za taką pracą.

Dzisiaj z pewnością odbierałabym inaczej postać Ks. Andrzeja, ale wolę zachować ten nieco infantylny, dziecięcy obraz człowieka ciepłego i serdecznego. I dzięki Bogu, że to właśnie taki ksiądz dał mi trochę duchowego posagu w odpowiednim czasie.

Wydaje mi się, że Ks. Andrzej ciągle jest obecny wśród nas, tylko dla każdego w nieco inny sposób.

Człowiek, który odszedł, a jednak pozostawił cząstkę siebie.

Jolanto Kazanowska

Część artykułu archiwalnego z miesięcznika U nas O.K. nr 10, 1992 r.
opublikowanego na 7 rocznicę śmierci Ks.Andrzeja Lepianki.



Zachęcam również do obejżenia galerii zdjęć Ks. Andrzeja Lapianki.

Komentarze

Komentarze mogą być dodawane i oglądane tylko przez zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub zarejestruj jeśli jeszcze nie posiadasz konta.

Powrót
Logowanie
Jak to działa?

Użytkownik:

Hasło:

Pamiętaj mnie na tym komputerze

Zapomniane hasło?

Zgubiony login?

Rejestracja nowego konta

Weź udział w konkursie

Nasi partnerzy

Roboty ziemneJP Perfekt


sebipol

Banner







  • Do pobrania
  • FAQ
  • Nasi partnerzy
  • Cennik reklam
  • Regulamin
  • Kontakt
Copyright © Sebipol