MENU GŁÓWNE
  • 1: Strona główna
  • 2: Otrębusy i okolice
  • 3: Aktualności
  • 4: Forum dyskusyjne
  • 5: Ogłoszenia
  • 6: Informacje sołeckie
  • 7: Artykuły
    • 7.1: Bieżące
    • 7.2: Patroni naszych ulic
    • 7.3: Historyczne i archiwalne
    • 7.4: Wywiady
  • 8: Sławni ludzie
  • 9: Ciekawe miejsca
  • 10: Kultura
  • 11: Instytucje
  • 12: Katalog firm
  • 13: Galerie
  • 14: Komunikacja (PKS/WKD)
  • 37: Portal
SZUKAJ W PORTALU

Wpisz frazę do wyszukania:







www.kuba.skrzecz.pl

Jeśli uważasz ten portal za pożyteczny i chcesz aby się rozwijał




Wojna i Pamięć - wspomnienia Krzysztofa Teodora Toeplitza

Krzysztof Teodor Toeplitz pochodził ze spolonizowanej rodziny żydowskiej Toeplitzów (napisał o niej książkę). Jego dziadem był Teodor Toeplitz, działaczPPS, współzałożyciel i prezes Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, zaś stryjem – twórca i długoletni rektor Łódzkiej Szkoły Filmowej, profesor Jerzy Toeplitz. Poniżej przedstawiamy jego wspomnienia z czasów drugiej wojny światowej.

Silne przeżycia silnie wbijają się w pamięć, mimo więc, że Otrębusy czasów wojny oglądałem oczyma dziecka, pamiętam sporo tych obra­zów, a również spraw, o których się wtedy mówiło, u nas w domu i dooko­ła.

Wojna 1939 roku zaczęła się więc dla mnie (po tym poranku 1 września, kiedy z radia dowiedzieliśmy się o jej wybuchu, czego potwierdzeniem były odgłosy "zenitówek", dział przeciwlot­niczych, strzelających gdzieś od strony Brwinowa czy Pszczelina, aby zagro­dzić drogę lecącym na Warszawę nie­mieckim samolotom) od bardzo ładne­go obrazka, jak z malarskiego kiczu. Do "dworu", jak nazywano nasz dom, przy­jechał wtedy prawdziwy oddział kawa­lerii, z bardzo eleganckim, młodym ofi­cerem, prosząc o obrok dla koni. Pod­czas gdy ładowano obrok na tabory, babcia Halina (autorka wspomnień dru­kowanych w "U Nas O. K." i zamieszczonych na portalu - link) zatrzymała oficera na podwieczorku, który jadło się na tarasie; mówił oczywiście, że masze­ruje prosto na Berlin, a kiedy odjeżdżał, moja siostra dogoniła go w alei kaszta­nowej (chyba już nie ma tej alei, podobnie jak "grabówki", która kiedyś okalała park otrębusowski) i wręczyła mu kwiatek, za co on pocałował ją — małą dziewczynkę — w rękę. Cudo!

Nasz oficer nie dojechał zapewne do Berlina, tylko wraz ze swą kawalerią został rozbity w bitwie nad Bzurą, naj­większej bitwie tamtej wojny. Trzeba bowiem wiedzieć, że według znawców wojskowości Otrębusy leżą na szlaku wojennym: każda wojna z zachodu lub z północy, jak twierdzą, musi w pols­kich warunkach topograficznych kul­minować się nad Bzurą, a droga dojścia tam i odwrotu w stronę Warszawy pro­wadzi właśnie przez Otrębusy. Już w czasie I wojny światowej w Otrębusach była jakaś bitwa, pewnie po ofen­sywie Hindenburga w Prusach Wschodnich i, według legendy, zginął tam wówczas niemiecki obserwator, który umieścił się w wieżyczce naszego domu. Potem staraliśmy się sobie wmó­wić, że ten nieszczęśnik "straszy" w, do­mu — ale nie straszył.

Natomiast ta bitwa, która rozegrała się w Otrębusach we wrześniu 1939 ro­ku, była całkiem realna i pamiętam ją dobrze. Na cofające się znad Bzury roz­bite jednostki polskie Niemcy, którzy byli szybsi, zaczaili się w okolicy "Zosinka" i "Wierzbówka" po drugiej stro­nie torów kolejki EKD i kiedy rozbite resztki 36 pułku piechoty Legii Akade­mickiej weszły do wsi i do parku, os­trzelano je z armat. Wywiązała się wal­ka trwająca parę godzin. Pociski znisz­czyły wówczas otrębusowską oranże­rię. W naszym parku zginęło kilkunastu polskich żołnierzy. Groby, które widać dzisiaj przy wejściu na cmentarz w Brwinowie, są to w dużej części po­legli właśnie w Otrębusach. Ich ciała prowizorycznie zakopano najpierw w parku (popełniając przy tym, jak się później mówiło, błąd, układając jedno ciało nad drugim, zamiast obok, co dało o sobie znać podczas ekshumacji) a póź­niej pochowano w Brwinowie.

I zaraz potem do Otrębusów wkro­czyli Niemcy. Pamiętam radość, że ci pierwsi zwycięzcy byli obdarci, obłachani, często poranieni — widzieliśmy w tym zapowiedź rychłej ich klęski. Jednakże babcia, która widziała takie sceny podczas I wojny światowej, stu­dziła tę radość mówiąc słusznie, że tak właśnie wygląda każde wojsko, które idzie do przodu, rozbijając przeciwnika. Nie inaczej wyglądali żołnierze radziec­cy, którzy szli przez Otrębusy w stycz­niu 1945 roku, w pięć lat później.

W tym momencie też zaczęła się druga wojenna specyfika Otrębusów, a mianowicie przy każdej okazji w na­szym domu instalował się jakiś sztab. Zaraz po bitwie umieścił się więc na parterze sztab niemiecki, wyrzucając nas do pokoi na górze, aby później wy­rzucić w ogóle. To jednak stało się jakiś czas potem, kiedy majątkiem zaintere­sował się niemiecki zarząd nierucho­mości, tzw. Liegenschaft. Przykro mi o tym pisać, ale ów Liegenschaft utoż­samia się dla mnie z osobą znajomego sprzed wojny, w dodatku używającego tytułu majora, o którym tuż przed woj­ną, na imprezie organizowanej przez Li­gę Morską i Kolonialną, śpiewano przy­pochlebne piosenki jako o miejscowej znakomitości. Teraz ów major Ch. snuł się ze smętną miną za niemieckimi żołnierzami, dokonując urzędowych czyn­ności konfiskaty Otrębusów na rzecz Generalnej Guberni. Tak to bywa.

Tymczasem jednak nadeszła zima 1939-1940, chyba najsroższa zima, jaką pamiętam. W czasie tej zimy pomału powracali chłopcy ze wsi, których pamiętałem w pięknych mundurach, gdy ich mobilizowano; jeden z nich, nie pa­miętam tylko, czy z zacnej otrębusowskiej rodziny Narożniaków, czy też Sałgutów (w obu tych rodzinach była ak­tywna, zaangażowana społecznie mło­dzież) nosił mundur wojsk balonowych, co mi ogromnie imponowało. Myślę, że wówczas też zaczęła się w Otrębusach jakaś konspiracja, w której maczała pal­ce moja ciotka Jadwiga, późniejsza Połabińska. W każdym razie już wtedy, z Grodziska bodaj, zaczął przyjeżdżać sędzia Bień, działacz ludowy, później sądzony w Moskwie w słynnym "pro­cesie szesnastu", procesie Delegatury Rządu Londyńskiego, jedyny bodaj, który ten proces przeżył i powrócił do kraju. Zaczęły się "nocne rodaków roz­mowy", podziemne gazetki, z którymi później, już po powstaniu, chadzałem z ciotką po okolicy, używany "dla nie­poznaki", że niby idzie sobie zwyczajna pani z niedorostkiem...

Wtedy też zaczęła się rzecz tragi­czna, a mianowicie wysiedlenie i likwi­dacja Żydów. W samych Otrębusach, o ile dobrze pamiętam, nie było rodzin żydowskich, ale istniał przecież bardzo żywy kontakt z Nadarzynem, typowym polsko-żydowskim miasteczkiem. Do nas z Nadarzyna przyjeżdżali bracia Feldmanowie, którzy handlowali koń­mi, demonstrując ich zalety w biegach dookoła klombu przed domem, han­dlarka Szweberblitowa, sprzedająca drób, a także piękny, młody i silny Pinkus, który jeszcze w czasie wojny przy­woził do Otrębusów mięso.

Podobno Pinkusa Niemcy zastrzeli­li jeszcze przed wywiezieniem do getta, w lasach młochowskich, ponieważ nie chciał nosić opaski z gwiazdą Dawida.

Wydobywam z pamięci te nazwis­ka, aby przynajmniej zaświadczyć, że byli, istnieli, zanim zabrał ich ogień i popiół.

Środek wojny, trzy jej lata, spędzi­łem w Warszawie, aż do powstania. Babcia z córkami otrzymały prawo za­mieszkania w domku ogrodnika. Reszta rodziny wyjechała do miasta. W dużej, czterotomowej edycji PIW-u "Ludność cywilna w Powstaniu Warszawskim" znaleźć można wzmianki o tym domku ogrodnika i działającej w nim ciotce Jadwidze, najpierw jako o punkcie kon­taktowym Batalionów Chłopskich, a potem jako o miejscu, przez które po powstaniu przewaliły się tłumy uchodź­ców z Warszawy, wygnanych z miasta. W dużym zaś domu nadal urzędował ów Liegenschaft, natomiast w Karoli­nie Niemcy urządzili wielki skład amu­nicji, oznaczony kryptonimem "Marion", wypisanym na licznych tablicz­kach i znakach orientacyjnych dla jed­nostek wojskowych.

Z tego ostatniego roku wojennego, zimy 1944-45, też zresztą tęgiej, trzy rzeczy utkwiły mi w pamięci. Pierwszą było kopanie rowów. Niemcy, licząc się z obroną na Wiśle, kazali wszystkim zdolnym do ruszania łopatą kopać rowy strzeleckie; kopało się je więc, nie wia­domo dlaczego, głównie w okolicach Paszkowa, ale Dygat w "Pożegna­niach" pisze przecież, że ludzie z Pod­kowy Leśnej kopali je również, pewnie więc ryto je także bliżej Podkowy.

Nasze rowy, na szczęście, nie przy­dały się do niczego, ofensywa była szybsza. Drugim wspomnieniem jest Prokop, Rosjanin, który uciekł z niewo­li niemieckiej i ukrywał się — a właści­wie nawet nie za bardzo ukrywał, nauczywszy się trochę po polsku — w Otrębusach. Nie było to specjalnie bezpieczne, zwłaszcza, że tej zimy w Kaniach kwaterowali własowcy, ale dobrze świadczy o Otrębusach, że Pro­kop dotrwał między nami do końca woj­ny i wtedy dopiero, wcale nie wesoły, zgłosił się do "wojenkoma" w Brwino­wie; ślad po nim zaginął, można się do­myśleć, co stało się dalej...

I trzecia rzecz, to był właśnie ten "Marion". W nocy z 16 na 17 stycznia 1945 nagle w wielu domach poleciały wszystkie szyby, a w małym domku pani Jakubowskiej, gdzie wynajmowa­liśmy dwa pokoiki, podmuch zerwał pól dachu. To Niemcy, uciekając, wysadzili w powietrze swój skład amunicji.

Tego samego dnia wieczorem szosą od Nadarzyna na Brwinów jechały już przez Otrębusy radzieckie czołgi. Pa­miętam, że na gromadce gapiów, w któ­rej stałem na wysokości domu Pokropków (starsi wiedzą, gdzie to) zrobiło pewne wrażenie, kiedy ogrodnik — późniejszy przewodniczący "komitetu folwarcznego" od reformy rolnej w Ot­rębusach — w sztok pijany wybiegł na środek szosy i wołając "Niech żyje ar­mia Berlinga!" rzucił w górę kapelusz; czołg nie zmiażdżył ani kapelusza, ani pijaka, czołgista zatrzymał się, podał kapelusz właścicielowi i pojechał dalej, a za nim cała kolumna.

Tego dnia, albo nazajutrz, wróciliś­my do domu, ale na krótko i tylko częś­ciowo — dół domu oczywiście zajmował znowu sztab, tym razem sztab I puł­ku samochodowego WP, którego do­wódcą był radziecki pułkownik. Pamię­tam go, jak odświętny i "pri wsiech ordierach" asystował co niedziela mszy polowej, która odprawiała się dla żoł­nierzy przed domem...

Ale to już zupełnie inna bajka.

K. T. Toeplitz

artykuł zaczerpnięty z archiwalnego numeru gazety 'U Nas O.K.' nr 2 / 1994 r.

Komentarze

Komentarze mogą być dodawane i oglądane tylko przez zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub zarejestruj jeśli jeszcze nie posiadasz konta.

Powrót
Logowanie
Jak to działa?

Użytkownik:

Hasło:

Pamiętaj mnie na tym komputerze

Zapomniane hasło?

Zgubiony login?

Rejestracja nowego konta

Weź udział w konkursie

Nasi partnerzy

Roboty ziemneJP Perfekt


sebipol

Banner







  • Do pobrania
  • FAQ
  • Nasi partnerzy
  • Cennik reklam
  • Regulamin
  • Kontakt
Copyright © Sebipol