MENU GŁÓWNE
  • 1: Strona główna
  • 2: Otrębusy i okolice
  • 3: Aktualności
  • 4: Forum dyskusyjne
  • 5: Ogłoszenia
  • 6: Informacje sołeckie
  • 7: Artykuły
    • 7.1: Bieżące
    • 7.2: Patroni naszych ulic
    • 7.3: Historyczne i archiwalne
      • Current page is 7.3.1: Wspomnienia Marii Iwaszkiewicz o kolejce EKD
      • 7.3.2: Wojna i Pamięć - wspomnienia Krzysztofa Teodora Toeplitza
      • 7.3.3: Karolin
      • 7.3.4: Historia mogiły w podkowiańskim lesie wg. Anny Lewińskiej
      • 7.3.5: WKD - Całkiem Dziarska Staruszka
      • 7.3.6: Otrębusy-wspomnienie Haliny Toeplitzowej
      • 7.3.7: Dyrygent w sutannie, czyli Ziarno w Otrębusach
      • 7.3.8: Otrębuski rodowód Pszczelina
      • 7.3.9: Wspomnienie otwarcia szkoły w otrębusach
      • 7.3.10: Wspomnienie Ś.P. Hanny Szczypińskiej - wybitnej artystki z Otrębus
      • 7.3.11: Tygodnik Ilustrowany nr 43, 23 października 1909 r.
      • 7.3.12: Otrębuski klub sportowy LEGION
      • 7.3.13: Moje wspomnienie Otrębus
      • 7.3.14: W 23-cią rocznicę śmierci księdza Andrzeja Lepianki.
      • 7.3.15: Zamach na zdrową wodę!
      • 7.3.16: O najdawniejszej historii Otrębusów
      • 7.3.17: Historii Otrębus ciąg dalszy - od początku XIX stulecia do czasów współczesnych
      • 7.3.18: Koncert z okazji Festiwalu Siedmiu Spotkań w Kościele w Otrębusach
    • 7.4: Wywiady
  • 8: Sławni ludzie
  • 9: Ciekawe miejsca
  • 10: Kultura
  • 11: Instytucje
  • 12: Katalog firm
  • 13: Galerie
  • 14: Komunikacja (PKS/WKD)
  • 37: Portal
SZUKAJ W PORTALU

Wpisz frazę do wyszukania:





www.kuba.skrzecz.pl

Jeśli uważasz ten portal za pożyteczny i chcesz aby się rozwijał


Muzeum Sztuki Ludowej w Otrębusach - zapraszamy na nową stronę

Wspomnienia Marii Iwaszkiewicz o kolejce EKD

Kolejka EKD! Tak się nazywała od początku. To znaczyło: Elektryczne Koleje Dojazdowe. Kiedy dzisiaj patrzę na upadek tej instytucji, ze ściśnieniem serca przypominam sobie czas chwały EKD — przed wojną, potem czasy tak bardzo heroiczne — czyli cały okres wojenny i tuż powojenny.

Kochane żółto-granatowe wagoniki. Będąc kiedyś z wnukiem w Muzeum Kolejnictwa zobaczyłam taki wagonik — o mało się nie rozpłakałam. Pochodzenie tych wagoników różnie było interpretowane — ja słyszałam wersję, iż były to wagony wyprodukowane w Anglii, sprowadzone do Polski z przeznaczeniem na kolejkę pod Charkowem. Dojechały tylko do Warszawy — wybuchła pierwsza wojna. Towarzystwo kolejki wykupiło je. Ale — powtarzam, nie jestem pewna, czy ta wersja jest prawdziwa. (wagony były wyprodukowane w Anglii, ale na zlecenie właśnie dla EKD – przyp. red.)

Prawdziwe jest natomiast to, iż te wagony — choć nieduże — były niezwykle starannie wykończone wewnątrz. Najlepszy dowód, iż te „nowe" po zaledwie dziesięciu latach eksploatacji są w takim stanie, w jakim tamte nie były nigdy. Przecież wycofano je jeszcze ,,na chodzie", by zastąpić tymi wielkimi, nieestetycznymi i tandetnymi. Tak jak to u nas zwykle się robi!

Pamięć czasami sięga bardzo daleko i pozostawia w świadomości jakieś kawałki czy strzępki obrazów. Takim strzępkiem jest moja pierwsza podróż kolejką. A musiałam być bardzo mała — przecież kolejka ruszyła w 1927 ro­ku. Pamiętam też, jak budowano stację w Podkowie Głównej. Potem ciągnięto linię do Milanówka i można było tam od nas jechać, zamiast chodzić do Milanówka ładną zresztą drogą „koło wiatraka".

Kolejka była zrośnięta z naszym życiem. Znaliśmy na pamięć trasę — nie było wtedy stacji Kanie ani Brzózki. Znaliśmy — często po nazwisku — konduktorów. Przypominam też, iż konduktorzy mieli brązowe mundury, z czerwonymi wypustkami, i czapki wysokie, okrągłe, podobne do tych, jakie nosi policja francuska.



Konduktorzy mieli obowiązek — między innymi oczywiście — oznajmiać głośno stacje. Szczególniej utkwił mi w pamięci jeden z nich, który nazwę „Nowa Wieś" wymawiał „Nowawieś" — jako jedno słowo z akcentem na drugą sylabę. Był też bardzo rzeczywiście przystojny konduktor Wrzosek, który — kiedy został ranny w czasie jedynej zdaje się przedwojennej katastrofy — w twarz, powiedział do mojej matki: „Całą urodę mi to zepsuło". Był malutki, podobny do wesołego krasnoludka konduktor, szczególnie miły dla dzieci. Nazywał się chyba Cackowski.

Było czysto, wagony sprzątano na głównej stacji w Grodzisku czy też w Komorowie. Ale była pewna uciążliwość, którą naprawili dopiero... niemieccy okupanci. Kolejki miały rozmaite godziny odjazdów i przyjazdów. Dopiero podczas wojny każda kolejka odjeżdżała w ujednoliconych godzinach: 12.10,13.10... itd. Były kolejki do Grodziska, Milanówka, Komorowa, a do Podkowy dwie na godzinę, co stwarzało wiele możliwości dostania się do domu. Okres heroiczny kolejki miał dopiero nastąpić. Zbliżała się wojna i ludzie myślący bardziej logicznie starali się umieścić siebie lub rodziny na linii EKD. Co prawda istnieli inni, którzy przenosili się do Warszawy i ruch był w obie strony nadzwyczajny. Ojciec jeszcze przez parę dni września 1939 roku jeździł wieczorami do stolicy, by się czegoś dowiedzieć. Przedmieścia (była wtedy taka stacja, nazywała się Granica Miasta), złożone z małych półdomków, gdzie gnieździło się wiele gołębi, były już częściowo bombardowane. I pamiętam te zadawane wtedy sobie pytania— dlaczego oni bombardują takie slumsy. Nikomu się wówczas w głowie nie mieściło, iż będą niszczone obiekty niewojskowe.

Okres heroiczny. To ja tak nazwałam ten okres. Chodzi mi o okres okupacji i tuż powojenny, kiedy to naprawdę kolejka zdawała egzamin ze swojej działalności na piątkę z plusem.

Po zakończeniu wojny w 1945 roku pierwszy raz miałam okazję nią jechać w listopadzie, kiedy to wróciłyśmy z wędrówki na wschód. Kolejka jeździła już chyba nawet do dawnego miejsca przeznaczenia, czyli do rogu Marszałkowskiej i Nowogrodzkiej. I tu pamięć mnie zawodzi: czy domy na tym odcinku Nowogrodzkiej były już wtedy spalone prawie do suteryn, czy był to widok dopiero popowstaniowy. Kiedyś przeczytałam, iż w latach czterdziestych, jeszcze podczas okupacji, ktoś widział

„wielki, przekrzywiony wrak Dworca Głównego". A Dworzec Główny, nieskończony przed wojną i nadgryziony pożarem, był czynny przez cały okres okupacji, a ten rzeczywiście przekrzywiony wrak — to widok po powstaniu. Ale to tylko dygresja.

W podziemiach tych wypalonych czy niewypalonych kamienic, tuż przy kolejce, były różne sklepiki, no i oczywiście knajpa. Nawet nie knajpa, a miejsce, gdzie dawano wódkę w szklankach od lemoniady i ogórek na zagrychę. Tam to po raz pierwszy dano mi taką szklankę wódki nic nie mówiąc, że to spirytus. A któż to dał niewinnej panience taki poczęstunek? Ano zaprzyjaźnieni konduktorzy. Patrzyli ze złośliwą radością, czy się zakrztuszę. Był tam zdaje się Sławek Thomme, bratanek generała, i dwóch innych ukrywających pod konduktorskim mundurem swoje kawaleryjskie zajęcie. Taki był w większości zespół tych konduktorów. Pamiętam ich dobrze. Jak się opiekowali pasażerami, jak ich uprzedzali o niebezpieczeństwie na trasie...

Ale chyba najbardziej utkwiły mi w pamięci powroty kolejką w okresie zaciemnienia i godziny policyjnej. Małym wagonikom sprawiono ciemnogranatowe rolety, które trzeba było zaciągać zaraz po ruszeniu pociągu. Pomalowane na ciemnoniebiesko żarówki świeciły się mętnie. Drugi wagon — dla palących — był zwykle niemiłosiernie zatłoczony.

W tej ciemności pojawiali się śpiewacy i żebracy kolejkowi. Pamiętam małego chłopczyka śpiewającego piosenkę zaczynającą się od słów: „Raz leśną drożyną szedł żołnierz ubogi, szynelem okryty, o kuli bez nogi. A na jego piersi wisiał order złoty, nagroda wojskowa za czyny i cnoty". Nigdy nie udało mi się w spisach anonimowych piosenek okupacyjnych znaleźć tej śpiewki. Była też pani, która swój występ poprzedzała takim przemówieniem: „Okoliczności wojenne zmuszają mnie do takiego sposobu zarobkowania. Mąż mój jest bardzo chory. Zaśpiewam państwu arię z Toski". Głos jej, choć zdarty, nosił ślady jakiejś szkoły. Byli i inni, ale chyba nikt nie wyciągał w tej ciemności portfeli. Ach, gdzież te czasy.

Miałam to szczęście, że nie przeżyłam łapanki na trasie. Ale były. Za to nocą, choć oficjalnie kolejka nie chodziła, słyszało się ją. To wożono zrzuty z Młochowskiego Lasu. Teoretycznie wszyscy o tym wiedzieli, ale nikt nic nie mówił.

Tak, była to niezapomniana kolejka EKD. A ponieważ i tu panowały jakieś mody, przez jakiś czas „młodzież" jeździła na ostatniej platformie, tak aby widzieć cały tor uciekający w tył.

Komentarze

Komentarze mogą być dodawane i oglądane tylko przez zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub zarejestruj jeśli jeszcze nie posiadasz konta.

Powrót
Logowanie
Jak to działa?

Użytkownik:

Hasło:

Pamiętaj mnie na tym komputerze

Zapomniane hasło?

Zgubiony login?

Rejestracja nowego konta

Weź udział w konkursie

Nasi partnerzy

Roboty ziemneJP Perfekt


sebipol

Banner







  • Do pobrania
  • FAQ
  • Nasi partnerzy
  • Cennik reklam
  • Regulamin
  • Kontakt
Copyright © Sebipol