Historia

JAK TO U NAS BYŁO ...

A u nas jak w całej Polsce. Po powrocie do Rzeczypospolitej bez przymiotników ludzie chcieli żyć normalnie, bez gorsetu absurdalnych zakazów i nakazów. Słowa antykomunistycznej opozycji o budowie społeczeństwa obywatelskiego mogły wreszcie stać się ciałem. Znaczącą rolę w tej budowie miała odegrać prasa, również lokalna.

Tworzyli ja zapaleńcy, którzy skrzykiwali kolegów, znajomych, członków rodziny i tworzyli redakcję. Potem wymyślali tytuł i gazeta ruszała. Wszystkich uskrzydlał brak cenzury i co najważniejsze-zniesienie reglamentacji papieru (informacja dla młodszych: w PRL-u zgodę na zakup papieru do druku wydawali urzędnicy wojewódzcy, a w przypadku publikacji cokolwiek niezgodnych z polityką władz - ministrowie i sekretarze komitetu centralnego partii). Erupcja tytułów prasy lokalnej była imponująca. Według rachunków Instytutu na Rzecz Demokracji w Europie Wschodniej IDEE w połowie lat 90 było ich w Polsce ok.3,5 tysiąca.

Tylko w byłym województwie warszawskim ukazywało się w 1998 r. 340 tytułów. Wśród nich miesięcznik „U Nas O.K.”, powstały w 1992 r. z inicjatywy Jarosława Picha. Miesięcznik „ U Nas O.K.” ukazywał się przez prawie dziesięć lat (od 1992 do 2001 roku), w sumie 108 numerów. Skierowany był do mieszkańców dwóch wsi w gminie Brwinów: Otrębus i Kań (stąd w tytule O.K.). Redakcja przyjęła dewizę: łączyć nie jątrzyć. Pismo miało mieć życzliwą twarz, bez politycznego grymasu.

Szybko wyrastało z dziecięcej nieporadności, stając się miesięcznikiem na dobrym poziomie graficznym i dziennikarskim. Zwiększało swą objętość (od początkowych 8 do 32, a nawet 44 stron formatu A-4) i zasięg działania. W winiecie, obok Otrębus i Kań, pojawiły się nazwy kolejnych miejscowości i gmin, które po reformie administracyjnej ustąpiły w 1999 r. określeniu „miesięcznik powiatu pruszkowskiego”.

Miesięcznik miał stały i jasny układ: do połowy to część informacyjna, czyli wiadomości samorządowe, polemiki i interwencje, wywiady, wydarzenia kulturalne w powiecie i historia. Ten ostatni dział to głównie losy starych willi (z rysunkiem na pierwszej stronie) i rodzin ich właścicieli, już potomków budowniczych domów. Stąd tytuł cyklu „Mój dom rodzinny”. Tekst ilustrowany był autentycznymi zdjęciami z rodzinnych albumów. Druga część miała charakter magazynowy ze stałymi rubrykami: encyklopedia zdrowia, „Cztery łapy”, listy, kuchnia i zdarzenia kryminalne. Przez pewien czas zawierał również dodatek „Junior U Nas”, poświęcony głównie komputerom, redagowany wyłącznie przez młodzież licealną. Budził zazdrość innych gazet lokalnych. O miesięczniku samorządowcy mówili , że jest opiniotwórczy i chociaż nie zawsze się z nim zgadzali, to się z nim liczyli, o czym świadczyły rozmowy i listy do redakcji. Określali go jako „papierek lakmusowy”, co nie znaczy, że zawsze z opinii gazety byli zadowoleni. Świadczyły o tym próby blokady informacji w niektórych urzędach gminnych lub grożenie sądem przez jednego z komendantów pruszkowskiej policji.

Gazeta szybko została doceniona na zewnątrz w konkursach prasy lokalnej organizowanych przez Instytut na Rzecz Demokracji w Europie Wschodniej IDEE, Fundację Stefana Batorego, Fundację Rozwoju Demokracji Lokalnej i Warszawskie Towarzystwo Prasy Lokalnej.
Brał udział w wielu konkursach prasy lokalnej zdobywając wyróżnienia i nagrody, przy silnej konkurencji. Pierwsze wyróżnienie przyznano jej już w dwa lata od ukazania się pierwszego numeru. Następne wyróżnienia i nagrody (w tym trzykrotnie pierwszą) gazeta zdobywała corocznie. Oto niektóre z nich: I nagroda w 1997 r. i w 1998 r. oraz II nagroda w 1996 r. w dorocznych konkursach Warszawskiego Towarzystwa Prasy Lokalnej. III nagroda w 1999 r. w konkursie na najlepszą gazetę niezależną Mazowsza, Podlasia i mazur od Fundacji Stefana Batorego, I nagroda w 2000 r. w konkursie mediów lokalnych organizowanym przez Fundację Rozwoju Demokracji Lokalnej.
Uzbierało się ich aż osiem. Za co? Oto niektóre uzasadnienia jurorów: „za podejmowanie tematyki udziału obywateli w życiu publicznym”, „za najlepszy cykl artykułów dotyczących ekologii”, „za wspieranie działań na rzecz budowania społeczeństwa obywatelskiego” , a nawet „za życzliwość dla świata i ludzi”.

Mimo tych sukcesów, gazeta miała kłopoty finansowe. Aby zachować jej ciągłość potrzebne były pieniądze. Przy określeniu się jako gazeta niezależna, redakcja wykluczała starania o dotację z gmin. Groziło to szybką utratą albo dotacji albo niezależności. Startowała bez grosza. Pierwszy numer wydrukowała bezpłatnie drukarnia w Otrębusach. Zamiast ceny widniała na nim informacja: „płatny według uznania czytelnika”. Właściciele sklepów wraz z gazetą otrzymali koperty, do których czytelnicy skrupulatnie wrzucali „co łaska”. Starczyło na druk drugiego numeru. Do trzeciego był dołączony plan Otrębus i Kań, płatny oddzielnie. Następny pomysł na zdobycie pieniędzy to wydanie książki telefonicznej dwóch wsi. Rozeszła się błyskawicznie i do dziś „żółta książka’ służy wielu mieszkańcom.
Przez siedem kolejnych lat w otrębuskim parku tłumnie bawili się uczestnicy festynów „U Nas”. Był to kolejny pomysł na finansowe wsparcie gazety, chociaż dochodem z imprez dzieliliśmy się po połowie z przedszkolem i ze szkołą.

Wprawdzie wraz z powiększeniem się obszaru działania i wzrostem pozycji gazety wzrastało zainteresowanie ogłoszeniodawców, co owocowało zwiększeniem ilości reklam, ale zwiększały się też wydatki. Chociaż członkowie redakcji wciąż pracowali społecznie, to coraz więcej tekstów trzeba było zamawiać u autorów z zewnątrz, którym trzeba było płacić. Do tego doszła nieuczciwa konkurencja. Gminy zaczęły wydawać swoje gazety, redagowane wprawdzie przez urzędników, ale na kredowym papierze i w pełnym kolorze, do tego bezpłatne. To samo zaczęły robić korporacje handlowe i partie polityczne (np. pruszkowskiego SLD). Niektórzy wydawcy zaczęli swoje gazety traktować jak typowe druki reklamowe, zostawiając śladowe powierzchnie na teksty - listek figowy aby zachować pozory gazety. Klient mając wybór między kolorową gazeta bezpłatną, a czarno-białą płatną nie zawsze sprawdza zawartość i jego wybór łatwo przewidzieć.

Ostatecznie gazetę zdusiło wprowadzenie podatku VAT dla prasy (w naszym przypadku od kosztów przygotowania do druku, samego druku i sprzedaży). Ostatni 108 numer miesięcznika ukazał się w marcu 2001 roku, bo wydawnictwo, które przygotowywało gazetę do druku zażądało najpierw spłaty długu.

Rozmowy z decydentami powiatu dotyczące finansowego wsparcia miesięcznika nie wyszły poza deklaracje słowne. Również samorządowcy gminni, określający „U Nas O.K.” jako papierek lakmusowy, zdobyli się tylko na wyrażenie żalu z powodu zaprzestania wydawania gazetki.

I tak „wśród serdecznych przyjaciół, psy zająca zjadły”.



Zapraszam do studiowania numerów archiwalnych.



Tadeusz Stachowicz
Były redaktor naczelny „U Nas O.K.”


Wszystkim zaangażowanym osobom w trud tworzenia miesięcznika Redakcja Portalu składa serdeczne podziękowanie. Dzięki portalowi otrebusy.pl Wasza praca będzie mogła być na nowo odkrywana, a relacjonowane przez Was wówczas wydarzenia jeszcze lepiej zaznaczą się w historii.