Doktor Dobrze - masażysta Tomasz Jakobielski


† Śp. Andrzej Lepianka

Ks. Andrzej Lepianka - ur. 1934, zmarł śmiercią tragiczną 30.10.1985 r. - pierwszy proboszcz parafi NMP Matki Kościoła w Otrębusach.

W latach 1966 - 1967 pracował jako wikariusz w parafii Św. Mikołaja Bp. w Łomnej. Na początku marca 1980 roku Kuria Metropolitarna oddelegowała go z parafii brwinowskiej do Otrębus. Msze święte odbywały się wówczas w starym baraku na materiały budowlane przerobionym na kaplicę. 21 marca 1980 roku w godzinach porannych w uporządkowanej części baraku ks. Andrzej odprawił pierwszą mszę świętą w Otrębusach.

Dzieki jego inicjatywie 17 listopada 1982 roku papież Jan Paweł II pobłogosławił cząstkę kamienia z grobu św. Piotra z przeznaczeniem na kamień węgielny przyszłego kościoła.

Jako szanowany autorytet w lokalnej społeczności został także wybrany 15 grudnia 1984 roku na członka Komitetu Osiedlowego Otrębus. Rozwinął ruch oazowy, skupiał wokół siebie wielu młodych ludzi.

1 lutego 1985 roku parafia pod wezwaniem NMP Matki Kościoła została erygowana przez Józefa kardynała Glempa.

Stworzył pierwsze projekty budowlane nowego kościoła oraz starał się o pozwolenie na jego budowę. W tym czasie gromadził materiały budowlane potrzebne do wzniesienia świątyni. W niedługim czasie zapoczątkował budowę plebanii (październik 1984 r.). Wykopano rówież pierwsze fundamenty kościoła. Z uwagi na kurzawkę ostatnią podjętą decyzją było wbicie w grunt 83 specjalnych pali. Prace były podjęte już przez kolejnego proboszcza.

Ksiądz Andrzej Lepianka zginął nieoczekiwanie w wypadku samochodowym 30.10.1985 r. jadąc z wikarym w sprawie kolonii dla dzieci. Pochowany na cmentarzu w Marysinie Wawelskim w rodzinnym grobowcu .


"Z Warszawy przyjechał ksiądz Andrzej Lepianko jako pierwszy proboszcz. Zamieszkał w szeregowcu przy ul. Sygietyńskiego w lokalu zakupionym na małą plebanię po zmarłym lotniku. Ksiądz okazał się bardzo energiczny, przedsiębiorczy i pracowity. Szalenie szybko zaskarbił sobie sympatię, zaufanie i szacunek u wszystkich mieszkańców Otrębus i Kań. Ludzie rzucili się do pomocy w celu wykończenia baraku [dawnym składziku na materiały budowlane], z którego niebawem powstała nastrajająca do modlitwy kaplica. O uzyskaniu zezwolenia na budowę kościoła na razie nie było mowy. Zbyt burzliwie było w kraju. Nasz Sekretarz Partii, gdy dowiedział się, że barak po spółdzielni zamieniono na kaplicę, powiedział, że buldożerami ją rozjedzie. Ludzie byli oburzeni. Było lato i bardzo dużo ludzi przychodziło na msze. Kuria przysłała do pomocy wikarego.

Ksiądz Lepianko dzięki swoim kontaktom z kościołem zagranicznym (podobno w Niemczech), uzyskiwał dla swoich parafian pomoc w postaci żywności. W niedzielę przed kościołem stały woreczki z mąką, ryżem, puszki z oliwą i długie pudła z żółtym serem, oraz inne produkty. Każdy, kto potrzebował mógł trochę sobie wziąć. Ludzie spokojnie się dzielili, nigdy nie było żadnych nieporozumień. Sklepy były puste na półkach stał tylko ocet i przydziały na kartki.

Uzyskano zezwolenie na budowę dużej plebanii. Szybko zaczęto ją budować. Ludzie rzucili się do pomocy. Z wielkim trudem załatwiano przydziały na zakup cementu i cegieł, które dowożono z bocznic dworca towarowego własnym transportem. Ksiądz Lepianko z niestrudzonym Andrzejem Grabickim, który był na każde zawołanie, sami z różnymi uproszonymi pomocnikami gołymi rękoma przenosili cegły i cement z wagonów i na fury i rozklekotane samochody ciężarowe, które się stale psuły. Ksiądz wstawał skoro świt i rozrabiał sam wapno, żeby przygotować do murowania przed przyjściem robotników.

Był to człowiek niespożyty. Bardzo ciężko pracował, zupełnie nie oszczędzając własnego zdrowia. Mury plebanii rosły w oczach.

Mój mąż
[Ludwig Białobłocki - przyp. red.] dużo pracował społecznie na rzecz mieszkańców Otrębus. Dwa razy w tygodniu udzielał porad prawnych parafianom w mieszkaniu księdza. Oni za to składali ofiary do puszki na potrzeby budującej się parafii i przyszłego kościoła. Ksiądz Lepianko często do nas przychodził wieczorem radząc, się w różnych sprawach. Darzył mojego męża wielkim zaufaniem. [...] Nasz pierwszy proboszcz nie powołał żadnej rady parafialnej. Wydawało nam się, że bał się „wtyczek z UB”. Nie wtajemniczał nikogo w żadne sprawy finansowe. Nikt nie wiedział skąd on czerpał fundusze na tę budowę. Któregoś dnia jadąc z wikarym samochodem w sprawie kolonii dla dzieci, zginął niespodzianie w wypadku samochodowym zabierając ze sobą do grobu wszystkie tajemnice spraw parafialnych. Przerażenie i rozpacz wszystkich ludzi była trudna do opisania. Pogrzeb był prawdziwą manifestacją. [...]"

ze wspomnień Pani Barbary Białobłockiej


Galerie związane z księdzem Andrzejem Lepianką >>

Komentarze

Komentarze mogą być dodawane i oglądane tylko przez zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub zarejestruj jeśli jeszcze nie posiadasz konta.

Powrót